ZAPRASZAM NA NOWĄ STRONĘ www.zaplecione.pl

środa, 24 listopada 2010

Nowe-stare&nowe-nowe - New-Old&New-New


Przyszeł czas na lifting kolczyków i pierwotne "Weneckie maski" stały się "Motylami". Mają bogatszą ornamentykę i bardziej jaśnieją. I nie mają już piórek. Szkoda, bo piórka były naprawdę urocze. Właściwie przypominją teraz raczej płaszczki, ale mój mąż twierdzi, że to motyle, więc ja się słucham. Zaskakuje mnie to, jak nierozsądnie ukierunkowuje się moja twórczość, tzn. na retro. Czy coś z tego, oprócz osobistej satysfakcji, będzie?

Chodzi mi tu najzupełniej o wymiar finansowy -hihihi. Czekam z niecierpliwością, aż szał retro ogarnie wszystkie panie w Polsce i nie będę wiedziała w którą parę kolczyków włożyć ręce.


Idąc dalej tropem retro nasłuchałam się ostatnio "The Convenient Marriage" by G. Heyer w czytaniu Richarda Armitage (radzę posłuchać - cóż za głos!!!!! i do tego szalenie dowcipna interpretacja - całkwicie angielski humor, choć treść słabuje - klasyczne romansidło) i popełniłam barokowe co-nie-co. URRRROCZE!!!!

Dokładny opis Motyli i Barokowych w galerii http://www.zaplecione.pl/

poniedziałek, 25 października 2010

Poza czasem - Beyond the Time

Oczarowała mnie wiktoriańska elegancja. Albo inaczej - w dalszym ciągu moja wyobraźnia obraca się w kręgu bufiastych rękawów, długich spódnic z turniurą, gorsetów, pięknych kapeluszy. Cóż ja mogę poradzić na to, że ze wszystkich pięknych mód ta jedna - wiktoriańska - ożywia mnie najbardziej? Zdaję sobie sprawę, że to nie na czasie, że panie dzisiaj szukają dodatków bardziej uniwersalnych, mniej ozdobnych. Ale najszczęśliwsza jestem wtedy, gdy uda mni się przetworzyć w drucikowa formę jakiś piękny dodatek z tamtej epoki.

Nie wiem, czy w efekcie końcowym mojej pracy widać tę radość. Jest wielce prawdopodobne, że widzę ją tylko ja, a dla osób postronnych moje prace to po prostu ładne dodatki.



Wykonanie tego "zegarka" sprawiło mi OGROMNĄ RADOCHĘ. Naprawdę OLBRZYMIĄ. Wykorzystałam dawno już kupioną tarczę, wypróbowałam nowy rodzaj drutu, "utkałam" łańcuszkową tkaninę, która chodziła mi po głowie już od roku. Sama RADOŚĆ, choć "dłubanina" przeogromna.

Szczegółowy opis kompletu, składającego się z naszyjnika i kolczyków na stronie galerii.
*********************************************************
I am entirely charmed by Victorian elegance.Lets say differently - still my imagination is involved in the circle of balloon sleeves, pannier skirts, corsets, beautiful hats. What can I do - from all the fashions this one - the Victorian - is reviving me the most. I am aware of this is not "in fashion", that women nowadays seek for more match-all and less ornamental fancy goods. But I am the happiest when manage to make a beautiful Victorian jewellery into wire form. I am not sure if looking at final result of my work you can see my joy of designing. Is is propable it is visible only to me and for all the others my works are still just nice pieces.

Executing this "watch" gave me HUGE JOY. Truly GREAT ONE. I've used the watch face bough long time ago, I've tried new kind of wire, I've weaved chain fabric. Pure JOY, though drudgery also.

Detaliled description of the necklase and erarrings set on my gallery.



wtorek, 19 października 2010

KONKURS !!!!!

Z ogromną radością chciałam zaprezentować pracę pod tytułem „W zupełnie starym stylu”, którą zgłosiłam do konkursu Klejnot Polskiej Biżuterii 2011. Jest to już 9 edycja konkursu, który cieszy się ogromną popularnością wśród twórców biżuterii oraz gromadzi naprawdę różnorodne prace (niektóre z nich są zachwycające).
O to naszyjnik, złożony z małej, teatralnej torebeczki oraz monokla. Torebeczka się otwiera, a zdobi ją „tkanina”, wykonana z połączonych ze sobą łańcuszków. „Okiem” monokla jest oprawiony w srebro kaboszon kryształu górskiego, który zachowuje się, jak szkło powiększające.


Dla mnie jest to ogromna szansa i przyjemność, aby zaprezentować wynik mojej pracy na szerszym forum jako, że jestem twórcą-amatorem, ekonomistką-biżuteryjną-hobbystką, żoną-dzielącą-obowiązki-na-zawodowo-domowo-twórcze ;), a nie zawodowym jubilerem-rzemieślinikiem-złotnikiem.
Serdecznie zapraszam do głosowania na moją pracę.
Głosować można, poprzez dodawanie gwiazdek (zasadą jest, że można to robić z jednego komputera raz dziennie), do dnia 7 listopada - BEZPOŚREDNI LINK

środa, 29 września 2010

Przyjemność - the pleasure





Skąd się bierze przyjemnośc tworzenia? Bierze się ze smakowania szczegółu i oczekiwania na efekt końcowy. Bierze się z satysfakcji płynącej z procesu tworzenia, zarówno w jego wymiarze materialnym, jak i duchowym.
W wymiarze materialnym powstaje przedmiot, który urealnia wszystko to, co gromadzimy we wnętrzu - przeżycia, przyjemności, smaki i zapachy, dźwięki.
W wymiarze duchowym doświadczamy zadowolenia z faktu, że można się wypowiedzieć poprzez konkretną formę.
Te dwie pary kolczyków sprawiły mi przeogromną radość. Czasami powstają prace, z którymi jestem szczególnie mocno zżyta. Być może najwięcej mówią o mnie - lubię połączenie "mocnych" kamieni, jak jaspis, lapis lazuli, malachit, agat, z delitakną, ażutową formą. Wtedy biżuteria nabiera powagi i sprawia wrażenia naprawdę długowiecznej. Lubię dopracowywać szczegóły. "Dłubać", jak do się potocznie u nas w domu mówiło. Mój tato często się ze mną droczy: "Gosia, ty dłubku, skończ już" ;)
A przecież to "dłubanie" mam po tatusiu ;)
*********************************************************

Where does the pleasure come from? It comes from tasting the detail and waiting for the final effect. It comes from satisfaction, which runs from creating process, both in material and spiritual aspect.

In pecuniary meaning we have the object, which makes real everything collected within - experiences, delights, tastes and smells, sounds.

In spiritual sence we experience the pleasure, caused by the chance of expressing ourselves by the specific form.

These two pairs of earrings gave me a lot of joy. Sometimes come into being works which are extremely close to me. Perhaps they tell about me most - I like combine of "strong" stones as jasper, lapis lazuli, malachite, agathe and open-work details. It makes the jewels more dignified and long-lived. I like working on details. To tinker. My papa often teases me saying: " Gosia, you tinker, end it already" ;)

Yet, I am tinker after my father ;)

*********************************************************

Szczegółowy opis Wild Wild West oraz Snu nocy letniej na stronie galerii.

*********************************************************

Detailed descriptions linked above.




czwartek, 16 września 2010

Rzymskie

Czasami wpadnie do głowy jakiś wzór, który trzeba potem „wyrobić”, aby się od niego uwolnić. Próbuję więc uwolnić się od tego rzymskiego kształtu. Na razie trzy próby są już za mną:
 asymetryczny naszyjnik ze srebrnych korali i łańcuszków


 kolczyki z lapisem lazuli






RZYM-dostępny w galerii - kolczyki z elementami Vermeil (czyste srebro pokryte 24 karatowym złotem) i turmalinem


Podejrzewam, że powstaną jeszcze jedne, z pięknym jabłkowo-zielonym chalcedonem. A może z czymś innym? Ale nie wiem, kiedy to nastąpi, bo wzory w afrykańskiej stylistyce cisną mi się do rąk. To chyba tęsknota za podróżami tak na mnie wpływa.

środa, 15 września 2010

Tycie

Zaplotłam naprawdę tycie kolczyki. Malutkie ślimaczki z okrągłymi główkami i „muszelkami”, przyozdobionymi pięknymi, choć równie małymi, kamieniami – szafirkiem, peridotem i granatem. Średnica ślimaczka wynosi ok. 1 cm, a wraz z „główką” 1,3 cm. Natomiast brioletka żółtego szafiru ma wymiary 3x4mm, oponka peridotu – 3 mm, kuleczka granatu (rodolitu) – 2 mm.
Forma malutka, a przez to szalenie wymagająca. Wykonanie tych malutkich splotów wymagało ogromu pracy i precyzji, ale zaplatanie tak "mikroskopijnych" form ma w sobie coś z gigantycznych wyzwań. Odkrywam na nowo radość z każdej, wykonanej formy. Łapię oddech. Odskakuję na chwilę od codzienności zawodowej. Ślimaczki pomogły. Złamały monotonię formy „retro”. Być może na ich powstanie wpłynął sezon grzybowy? Ostatnio grzybowałam – niestety, choć w dużej ilości, same zajączki (zajączki nie pasują do biżutków). Napotkane podczas grzybowania stada ślimaków wpływają na moją podświadomość. Ot przyczyna ;)

czwartek, 9 września 2010

Wictoriańska zieleń




Minęło dużo czasu od ostatniego wpisu.
Przede wszystkim minęły wakacje. Minęła piękna pogoda i jesień powoli stuka do okien deszczem.
Brak aktywności na blogu nie wynikał bynajmniej z zarzucenia biżuterii, czy tez niechęci do pracy. Po prostu wakacje, promieniujące słoneczną pogodą i umiłowanie letnich aktywności sprawiły, że nie starczyło czasu na podatkowe zajęcia z biżu.
Ale z tym już koniec. Pogody brak. Nowe mieszkanie prawie już urządzone i mieszka się naprawdę cudownie w zielonej okolicy z miłymi sąsiadami. Serweta na stolik skończona, bo w międzyczasie (o ile coś takiego, jak międzyczas istnieje) zapałałam miłością do robótek dzierganych szydełkiem.
Ale wróćmy do tematu głównego, czyli wiktoriańskich kolczyków, zielonych zielenią butelkową-turmalinową.
Bardzo lubię ten styl, choć podejrzewam, że nie odnalazłabym się w wiktoriańskim gorsecie (mam na myśli zarówno aspekt garderobiany jak i społeczny). Pozostaje mi cieszyć się wykonaniem tych ozdób do czasu, aż znajdą inny dom ;)

Cieszy mnie powrót do zaplatania. Mam mnóstwo nowych pomysłów, wypoczęte ręce, już bez kontuzji (nie wiecie, jakie bóle w dłoniach może powodować zaplatanie drutu – ja też nie wiedziałam) i długie jesienne wieczory bez pokus roworowo-spacerowo-ogródkowych.

Szczegółowy opis kolczyków na http://www.zaplecione.pl/

czwartek, 10 czerwca 2010

Wenecja na jawie


Chociaż to nie sezon karnawałowy, a na najbiższe bale trzeba jeszcze poczekać przynajmniej 6 miesięcy, to w mojej głowie pląsał od długiego juz czasu pomysł na kolczyki, przypominające weneckie maski.
Odwiedziałm Wenecję dawno temu, jako nastolatka, i chociaż nie był to czas Karnawału, to błądząc wąskimi uliczkami Miasta na wodzie, doświadczyłam niezwykłości atmosfery, przenikającej każdy jego zakątek. Prawdziwego czaru i tajemnicy można zasmakować wcale nie na Placu Św. Marka, ale właśnie w zacienionych, wilgotnych i pachnących starością zakamarkach weneckich uliczek.
Kolczyki , które powstały z inspiracji weneckimi maskami, są niezwykle delikatne i jednocześnie wyrafinowane. W ażurowych splotach uchwycona została brioletka różowego kwarcu, o bardzo ciekawym, stożkowym szlifie, initująca twarz maski. Koronę maski zdobią od dołu perełkowe "koronki", utkane z malusieńkich (1,8 mm), liliowych perełek słodkowodnych.
Mroku kolczykom dodaje ciemna oksyda.

piątek, 22 stycznia 2010

Lazur w objęciach

Zimowa pogoda, wypełniająca otoczenie mroźną bielą, wzbudza tęsknotę za błękitem nieba.
A gdyby tak schwytać lazur w sieć? Uwięzić na dłużej, a przynajmniej na długie, zimowe wieczory? Mieć stale przy sobie i ożywiać dzień kolorami włoskiego nieba, smakiem wakacji i lata.
Ten komplecik wzbudza we mnie tęskotę za włoskim Tyrolem - blisko nieba, blisko złotego Słońca.
**********************************************************
Wintry weather, which fills up the enviroment with frosty whiteness, makes me long for a blue sky. What about catching azure into a web. Imprisone for a longer time, at least for long, winter evenings? To have it and revive a day with Italian sky colours, flavour of vacations ans Summer.
This set causes nostalgy for Italian Tyrol Mountains - close to the sky, close to the golden Sun.


poniedziałek, 18 stycznia 2010

Dama z lampką wina

Romantyczna Pani. Lampka czerwonego wina. Wino o głębokim kolorze i intensywnym smaku.
Wszystko na specjalne zamówienie , wykonane ze srebra 930 i 999 oraz dużych owali (20x15mm) szlifowanych cyrkoniii w kolorze naturalnego granatu.

czwartek, 14 stycznia 2010

Agrafiena

Agrafiena. Piękna panna ze starej, rosyjskiej baśni. Być może jej ukochany został zamieniony w jaszczurkę przez strasznego Kościeja. Być może ona sama zostałała zamieniona w cudownego ptaka i czeka teraz na odczarowanie.


Ja nie wiem, ale mam w pamięci piękne rosyjskie baśnie, pełne kolorów i nostalgii, oglądane w dziecińswie w telewizji i na porankach kinowych.
To wspomnienie było silną inspiracją w czasie tworzenia tego kompletu. Najpierw pojawiła się nazwa - "Agrafiena" (to było życzenie Klientki i zadany temat), potem kolorystyka - głęboki błękit i soczysty pomarańcz, a na końcu forma, przypominająca czepiec panny.

Gładkie kamienie dodały biżuterii surowości i "prymitywizmu" warsztatu dawnych mistrzów złotnictwa.
*********************************************************
Agrafiena. Beautiful maid from old Russian tale. Perhaps her beloved was turned into a lizard by bad Kosciey-Wizard. Perhaps she was turned into an awesome bird and is waiting now for casting the spell away.

I don't know, but sill keep in my memory old, Russian tales, full of colours and nostalgy, watched on TV or in the movie in my childhood.
This recollection inspired me to make this set. At first appeared the name - "Agrafiena" (it was the wish on my Client), then colouring - deep blue and juicy orange, and after that design as a shape of a maid cap.

Smooth gems added to this jewellery rigidity and "primitivism" of acient jewellery masters workshop.